|
Czas na kolejny wywiad z serii Sylwetki Footbagu. Dziś przybliżymy wam jednego z najbardziej utytułowanych zawodników Footbag Freestyle w Polsce i jedynego, któremu udało się stanąć na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Świata w konkurencji Open Singles Freestyle. Zapraszamy na wywiad z laureatem nagrody Zawodnika Roku 2010 oraz obecnym Mistrzem Polski - Damianem Gielnickim!
Redakcja: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z footbagiem?
Damian Gielnicki: W wieku wczesnego gimnazjum miałem zbyt wiele wolnego czasu. Trenowałem trochę piłkę nożną, trochę triki piłką do kosza, gdy pewnego razu w ręce wpadł mi artykuł w gazecie o Batalionie Zośka. Kilka tygodni później sam już uczyłem się podstaw footbagu. Ściągałem pojedyncze tricki ze strony hackrifice.com i próbowałem je powtarzać. W międzyczasie zainteresowałem tym sportem mojego kolegę, Kubę. Po pół roku pojechałem na moje pierwsze zawody – Remont. Wygrałem kategorię Intermediate i tak mi zostało.
Redakcja: Szybko zacząłeś zdobywać sukcesy na polskich zawodach, twój pierwszy start w kategorii Intermediate na Remoncie w Warszawie zakończył się zdobyciem przez Ciebie złotego medalu. Później jednak przez pewien czas miałeś trudności ze zdobywaniem najwyższych miejsc na podium. Wiele osób krytycznie odnosiło się do faktu, że triki Clipperowe wykonywałeś tylko na jednej stronie. Opowiedz o tym okresie swojego rozwoju oraz o tym kiedy poczułeś, że jesteś w stanie rywalizować z najlepszymi graczami w Europie i na świecie.
Damian Gielnicki: Po części przez problemy z lewą kostką, a trochę przez lenistwo, od początku miałem problemy z gorszym clipperem. Jednak dzięki temu komponenty i sety na obu toe miałem i mam opanowane jak mało kto. Clipperowy problem jak ręką odjął ustąpił podczas Mistrzostw Świata we Frankfurcie w 2006r. za sprawą magicznej interwencji Tomka Ostrowskiego. To otworzyło mi drzwi do konkurowania ze światową czołówką.
Redakcja: W 2007 roku w Wiedniu, jako pierwszy polski gracz dołączyłeś do elitarnego grona najlepszych zawodników znanego jako BAP (Big Add Posse), co znaczyło dla Ciebie to osiągnięcie i czy mógłbyś opowiedzieć jak wygląda to "od środka" oraz w jaki sposób odbywa się przyjmowanie nowych graczy.
Damian Gielnicki: Gdy zostałem przyjęty do BAP’u, nie wiedziałem dokładnie, co to oznacza. I dalej nie wiem. Jest to nieoficjalne zrzeszenie najlepszych graczy na świecie, wybieranie co roku na Mistrzostwach Świata. Nominacje i cała otoczka BAP’u jest traktowana raczej z przymrużeniem oka i nikt nie bierze tego na poważnie. Zebrania BAP’owskie są organizowane każdego roku podczas przedostatniego dnia Mistrzostw Świata. Odkąd pamiętam, gospodarzem spotkań jest Czech Honza Weber. Uczestnikami zebrania są członkowie BAP’u. Dyskutujemy o tym, kto osiągnął na tyle duży progres, aby dołączyć do naszej superelitarnej grupy. Aby nominacja została zaakceptowana, każdy członek BAP’u musi być ‘za’. Sprzeciw kogokolwiek oznacza, że gracz nie może jeszcze dostąpić tego zaszczytu. Zdarzają się jednak od tego wyjątki. Następnie wymyślamy nową ksywkę dla ‘świeżaków’, przy czym zwykle jest dużo zabawy. Ostatniej nocy po finałach zostają ogłoszone nominacje.
Moim zdaniem to fajnie, że mamy takie nieoficjalne zrzeszenie, dodaje to trochę smaczku naszej footbagowej scenie.
Redakcja: Zaledwie rok później odbyły się pamiętne Mistrzostwa Świata w Pradze, gdzie na zawsze zapisałeś się w historii światowego Footbagu, pokonując uważanego za najlepszego w dziejach zawodnika Vaclava Kloudę. Zdobyty przez Ciebie tytuł Mistrza Świata był źródłem olbrzymiej radości wśród całej polskiej footbagowej społeczności. Opowiedz o przygotowaniach do tego turnieju oraz o tym co czułeś kiedy dowiedziałeś się, że to właśnie tobie przypadnie złoty medal.
Damian Gielnicki: Do turnieju przygotowywałem się tak jak do każdego innego dużej rangi. Moim celem było top 3, nie spodziewałem się aż dużego sukcesu.
Finałowy występ Damiana Gielnickiego na Mistrzostwach Świata 2008
Redakcja: Wystąpiłeś w popularnym programie "Mam Talent" gdzie zobaczyć mogła cię ogromna liczba Polaków. Niestety pomimo otrzymania trzech głosów na tak, producenci nie zaprosili Cię do kolejnego etapu. Czy pomimo tego w jakiś sposób występ w tym programie pchnął Twoją footbagową karierę naprzód?
Damian Gielnicki: "Mam Talent" jest jednym z najpopularniejszych programów rozrywkowych w naszym kraju. Odcinek z moim udziałem oglądało około 6 milionów osób. Mimo tego, że nie wystąpiłem w etapie na żywo, uczestnictwo było dla mnie ciekawą przygodą. Fajnie było poznać ludzi tworzących ten program, masę innych "zajawkowiczów" oczekujących w sali na swój występ i w końcu usłyszeć 3x TAK! Raczej nie traktuję tego jako przełom w karierze. Jednakże program pozwolił mi wyrobić swoją markę i negocjować większe stawki na różnego rodzaju pokazach. Przez jakiś czas zwiększyła się również liczba zapytań o komercyjne występy. Jeśli producenci zdecydują się na realizację kolejnej edycji programu, z pewnością wezmę w niej udział.
Redakcja: Znany jesteś z układania kapitalnych rutyn, powiedz jak długo przygotowujesz występ na ważne zawody ? Jest to kwestia tylko treningu, czy również jakieś talentu, czy szóstego zmysłu co do układania choerografii?
Damian Gielnicki: Do zawodów wysokiej rangi przygotowuje się średnio około miesiąca. Klucz do dobrej rutyny to… dobra muzyka! Nasz utwór nie może być monotonny, nudny. Dobrze jest, gdy zawiera charakterystyczne akcenty, zmiany rytmu, melodii, tempa, wyciszenia, przejścia, itp. Oczywiście znalezienie takiego utworu nie jest łatwe. Warto się przebijać się przez te gigabajty emetrójek, aby znaleźć perełkę, gdyż tak jak mówiłem, dobra i oryginalna muzyka to klucz do sukcesu. Ja swoich kawałków szukam zazwyczaj za pomocą internetowych wyszukiwarek muzyki. Szukam muzyki filmowej, z gier, trailerów filmowych, klasycznej, instrumentalnej. Trochę się rozpisałem, a jesteśmy dopiero na wyborze utworu! Kolejnym ważnym elementem dobrej choreografii jest słuch. Muzykę trzeba bardzo dobrze znać, słuchać jej do znudzenia. Gdy przystępuję do układania rutyny dzielę sobie w myślach mój utwór na kawałki. Nigdy nie mam z tym problemów, bowiem nie wybieram sobie monotonnej muzyki. Po podzieleniu muzyki na etapy idzie już z górki. Każdy etap to inn sekwencja tricków. Gdy muzyka jest szybka gram szybkie, niskie triki, np. mini toe, pixie, atomicki. Gdy spowalnia, robię spiny, butterly’e, duckingi, każde mocne uderzenie w muzyce akcentuje downtimeowym trickiem (torque, whirl, downtime swirl…). Każda moja rutyna zawiera kilka takich sekwencji trików, które pasują do muzyki, dlatego nigdy mi się nie zdarza zapominać co mam dalej robić. Nie przygotowuję sobie układu trik po triku, tylko sekwencje trików i pojedyncze tricki na mocne muzyczne akcenty oraz oczywiście początek i koniec występu. Nie wiem czy układanie choreografii, trick po tricku jest dobrym pomysłem, gdyż skupiamy się głównie na tym, żeby pamiętać, co jest po danym tricku. Tak można łatwo się pogubić i narobić wiele dropów. Pamiętajmy, aby dobierać triki w miarę naszych możliwości! Jeśli nie jesteś pewny jakiegoś tricku, odpuść go! Użyjesz go w następnej rutynie. Sędziowie bardziej doceniają rutyny z mniejszą ilością dropów i niesamowitych sztuczek niż rutyny z masą dropów i prób trudnych trików. Używaj w rutynie tylko triki, które umiesz wykonać 9/10 albo 10/10, nawet, jeśli umiesz ich mało. Z czasem będziesz dodawał kolejne trudniejsze triki. Dotyczy to również zakończenia występu. O tym, że ułożoną rutynę trzeba przetrenować po stokroć chyba nie muszę dodawać :) To były tylko ogólne wskazówki, które możesz wykorzystać bądź nie. Ale pamiętaj też, żeby nie ograniczać się do tego, co już było. Próbuj tworzyć własne rozwiązania, wychodź poza schematy i zaskakuj!
Nie chcę tutaj grać roli wielkiego eksperta, ale wydaje mi się, że doświadczenie i tytuły, jakie zdobyłem pozwalają mi udzielić powyższych rad początkującym (i nie tylko) graczom.
Finałowy występ Damiana Gielnickiego na Mistrzostwach Polski 2011
Redakcja: Bardzo często powtarza się, że trzeba stawiać na młodych zawodników, sam brałeś udział w projekcie "Teraz Zośka" co sądzisz o takich akcjach, czy według Ciebie powinny być organizowane częściej i na większą skalę?
Damian Gielnicki: Projekt „Teraz Zośka” oceniam bardzo dobrze. Miałem okazję uczestniczyć w projekcie jako instruktor. Akcja spełniła swoje założenia, to jest wygenerowała nowych graczy i umocniła podstawy początkujących zawodników. Oczywiście chciałbym, aby tego typu projekty organizowane były częściej i w całej Polsce, jednak wiem ile pracy i zaangażowania wymagają. Szczególny szacunek należy się osobom, które koordynowały cały projekt.
Redakcja: Krążą słuchy, że planujesz w najbliższym czasie ograniczyć ilość zawodów, w których uczestniczysz jedynie do najważniejszych imprez każdego roku. Czy to prawda? Jakie są twoje plany na najbliższy rok/dwa lata?
Damian Gielnicki: Zgadza się. Mam zamiar ograniczyć liczbę zawodów, w jakich uczestniczę do najważniejszych imprez w sezonie tj. mistrzostw Polski, Europy i Świata. Na mniejsze zamiejscowe turnieje będę jeździł na zaproszenia organizatorów i/lub gdy będą przemawiały za tym korzyści materialne :)
Redakcja: Na koniec pragniemy złożyć Ci podziękowania, za to, że przez tyle lat stanowisz inspirację dla pozostałych graczy i dzięki swojej pracy wciąż przyczyniasz się do rozwoju polskiej sceny footbagowej.
Damian Gielnicki: Dzięki!
|